MODLITWA UNIŻENIA
  • Drukuj
  • Email

MODLITWA UNIŻENIA – LEŻENIE KRZYŻEM cz.2

Panie Jezu, ofiarowuję Ci tę publikację, jako
wynagrodzenie za moje, mojej rodziny i moich
przodków grzechy oraz na pożytek Świętego
Kościoła Katolickiego.

MODLITWA UNIŻENIA LEŻENIE KRZYŻEM

Pierwszy raz spotkałam się z nazwą modlitwa uniżenia w czasie odsłuchiwania rekolekcji z ks. Dominikiem Chmielewskim z Piły z 2013 roku, bardzo znanego i cenionego "Bożego wojownika" i wielbiciela Maryi (prezentacja tego kapłana była w Gości Niedzielnym 27/2014 oraz w Głosie MR nr 16 str. 15-19, artykuł pt. „Wojownik leży krzyżem"). Odkrył on nieprawdopodobną moc i skuteczność tej modlitwy w czasie egzorcyzmów, w jakich brał udział. Kiedy księża i pomagający w tej posłudze po wielogodzinnych zmaganiach się ze złym duchem całkowicie już opadali z sił, wyszedł on z pokoju, padł krzyżem przed Najświętszym Sakramentem i zaczął przepraszać za grzechy egzorcyzmowanej dziewczyny, jej rodziców i przodków. Efekt był natychmiastowy. Zły duch zaczął wyć i krzyczeć, żeby przestał to robić. Księża widząc, co się dzieje zrobili to samo. W jednej chwili kobieta została uwolniona całkowicie. Ks. Dominik wielką wagę przywiązuje do tej modlitwy wskazując na jej nieprawdopodobną skuteczność. Jest to modlitwa, która usuwa konsekwencje, skutki naszych grzechów poprzez całkowite uniżenie w żalu za grzechy i skrusze serca i pokucie. Jest więc tym najbardziej oczekiwanym przez nas i poszukiwanym skarbem nad skarbami na wszystkich mszach o uzdrowienie, rekolekcjach, sanktuariach. Jakże, bowiem wszyscy potrzebujemy uzdrowienia, uwolnienia dla nas, naszych najbliższych. Jakkolwiek wyznanie ze skruchą na Spowiedzi Świętej naszych grzechów powoduje, że otrzymujemy przebaczenie win to jednak konsekwencje ich w postaci licznych cierpień fizycznych i duchowych nie usuwa. Modlitwa ta jest szczególna. Najczęściej w pozycji leżenia krzyżem (niekiedy na klęcząco z krzyżem w dłoniach), przepraszamy Boga za nasze grzechy, ale też naszych bliskich, z którymi się utożsamiamy (rodzina, przodkowie, naród, czy cały świat). Jednoczymy się z naszymi braćmi biorąc niejako ich grzech na swoje ramiona, błagając, wynagradzając za nie Majestat Boski. Zachowujemy się więc tak jak nasi święci, prorocy i sam nasz Zbawiciel, który wziął nasze winy na Swoje święte Ramiona przepraszając i prosząc Ojca Niebieskiego za nami. Mówimy przepraszamy nawet wtedy, jeśli dane grzechy były nam obce i nigdy nie popełnialiśmy ich, bo czy my jesteśmy bez grzechu? Ks. Dominik poleca, aby przepraszać tą modlitwą za nasze grzechy, dzieci, grzechy rodziców, przodków i za grzechy naszego małżeństwa, aby w ten sposób wstawiać się do Ojca Niebieskiego w tej pozycji uniżenia za nimi.

WSPANIAŁE ŚWIADECTWO PAULINA O. Augustyna Pelanowskiego Z JEGO KSIĄŻKI PT. „UMIERANIE OŻYWIAJĄCE"(s. 203- 206)

(...) "Kiedy czytałem ten opis i medytowałem nad nim, zatrzymywałem się nad każdym wierszem i próbowałem przyswoić sobie ducha tej modlitwy. Podobnie postępowałem, gdy czytałem modlitwy innych biblijnych bohaterów. W końcu postanowiłem modlić się tak, jak oni: w samotności, ciemności i ciszy, leżąc przed Bogiem, przepraszałem Go za grzechy przodków i rodziców, wspominałem wszystkie zdrady, bo tak należałoby chyba wyjaśnić słowo „grzech"! Uzmysławiając sobie grzechy, przyglądałem się im i szukałem ich gorzkich korzeni w mojej rodzinie, środowisku, we wspólnocie. Podczas pierwszej takiej nocy, poczułem się jak lodowaty kamień rzucony w sam środek ognia. Otaczał mnie jednak jakiś dziwny pancerz obojętności na Bożą obecność. Czekałem na Niego długo, w końcu jednak poczułem jak rozdziera moje serce i duszę. I jak ogromna i miłosierna jest Jego obecność. Usiłowałem odrzucić jakąkolwiek interesowność. Przywoływałem myśl, że modlę się przecież bez przymusu, bez konkretnej intencji, że podejmuję pokutę nie z powodu tej, zadanej na spowiedzi. Zobaczyłem, że wszystkie dotychczasowe, "odrabiane" po spowiedzi pokuty, były jedynie jakąś nieprawdopodobną farsą, kpiną z Pana Boga. Mógłbym je porównać do rutynowego regulowania rachunku, np. za światło, albo do zapłacenia żałośnie niskiego mandatu za drobne, uliczne przewinienie. Wydawało mi się, że wszystkie moje dotychczasowe pokuty były jedynie bezdusznymi, bezuczuciowymi próbami załatwiania tych spraw ze swoim sumieniem, tak jak się to robi z kontrolerem ruchu na autostradzie, która wiedzie do nieba, czyli ze spowiednikiem. Przepraszałem Boga za to, że tak niepoważnie Go traktowałem, dokładnie tak samo jak moi przodkowie: dziadkowie i rodzice. Przepraszałem za to, że pełnił On w naszej rodzinie rolę takiego „dziadka", trochę przygłuchego i niedowidzącego, którego jedynie z poczucia obowiązku i kultury trzeba było od czasu do czasu przeprosić za "nieodrobione lekcje", czyli za opuszczony "paciorek". Długo się tak modliłem, wchodząc coraz głębiej w swoje wnętrze. Odczuwałem przy tym opór, jakby coś we mnie kipiało, sprzeciwiało się takiemu dochodzeniu do prawdy dotyczącej osobistej bezbożności. Dane mi było zobaczyć wiele grzechów, wyłaniały się całe ich chmary, przywoływane z pamięci, a raczej z mroków zapomnienia, z przeszłości, ale także te niedawne. To doświadczenie poruszyło mnie tylko w niewielkim stopniu, był to bowiem początek długiej drogi. Potem przyszedł czas na przypomnienie sobie wszystkich młodzieńczych zdrad Bożej miłości. Wywoływałem z pamięci liczne pożądliwości i skłonności do nałogów, dumę, lenistwo, niechęć do modlitwy, pogardę dla wielu osób, wyrażającą się w obmowie i krytyce. Zobaczyłem jak wstrętny jest ten cały grzech, jak głęboko ukrywa się pod postacią mojego osobistego niezadowolenia! Zrozumiałem, że pewne grzechy są dokładną repliką, albo przynajmniej pochodną grzechów mojego ojca, matki, a nawet przodków. Bolałem nad tym bardzo długo, wpatrując się oczami sumienia w te wszystkie niewierności. Czyniłem to dotąd, aż dojrzałem na tyle, że mogłem zdecydowanie powiedzieć w sercu: „nie chcę!" Próbowałem płakać nad sobą..., ale jakoś nie wychodziło. Poczułem natomiast, że im bardziej upokarzałem się przed Bogiem, tym mocniej odczuwałem Jego miłość i moc. Było to tak silne doświadczenie, że moje ciało zaczęło drżeć od Jego obecności. Przechodziły przeze mnie jakieś fale niewidzialnych mocy Bożego przebaczenia. Drugiego dnia, kiedy ponownie przed nim leżałem i zacząłem przypominać sobie grzechy mojej rodziny i duchowych dzieci, nie czułem nic tylko pustkę, ciemność, jakby Bożą nieobecność, ale mimo to trwałem nadal rozdzierając przed Nim serce, na ile tylko potrafiłem. Kiedy na trzeci dzień wstałem, ze zdumieniem stwierdziłem, że nie chcę popełnić już nawet najmniejszego grzechu. Miałem tę, że to pragnienie nie wypływało z mojego mocnego postanowienia, czy przekonania, ale z łaski Pana, która jak zdołałem się przekonać, dostępna jest dla każdego, kto wejdzie w przestrzeń pokornej modlitwy. Im bardziej uniżysz się przed Bogiem, tym wyższych łask ci udzieli. Jakby tego było mało, w ciągu kolejnych kilku dni zatelefonowało do mnie parę osób, informując, że zaobserwowali pewną zmianę w swoim życiu. Poczuli, że są wolni od swoich zniewoleń. Jedna z takich osób, od trzech lat nieprzerwanie uzależniona od alkoholu wyznała, że po raz pierwszy od tak długiego czasu po niego nie sięgnęła. Jak później udało mi się ustalić, akurat stało się to w momencie, kiedy podjąłem modlitwę skruchy. Ktoś inny zaczynał nagle płakać bez powodu w różnych, wcale nie przykrych okolicznościach. Okazało się, że przypomniał sobie grzechy sprzed kilku lat, które zaczęły wydostawać się z jego niepamięci. Owszem, były wyznane w sakramencie pokuty, ale nigdy nie zostały prawdziwie odżałowane, ponieważ ta osoba nie dopuszczała do swojej świadomości ogromu winy. Patrzyłem na skutki mojej modlitwy skruchy. Znali ją ojcowie pustyni i nazywali: PENTHOS – to το πενθοσ, czyli „przedłużenie chrztu", albo „płacz nad sobą". Znali ją mistycy i wiedzieli, że od niej zaczyna się właściwie wszystko: nawrócenie, przemiana, miłość, żal. I że jest to taka szczelina w murze dzielącym nas od Boga. (...)

Źródło: MODLITWA UNIŻENIA – LEŻENIE KRZYŻEM Maria Rybińska – Górka

22/06/2019

11/03/2013